X

Zostałeś przekierowany do nowego serwisu parafii. To łącze może wymagać aktualizacji. Czytaj o możliwych utrudnieniach...

Korzystając z serwisu parafialnego wyrażasz zgodę na obsługę plików Cookie przez Twoją przeglądarkę. Czytaj więcej. Akceptuję (ukryj)

>> Wszystkim wyjeżdzającym na letni wypoczynek życzymy błogosłąwionego czasu. >>

Dzień Skupienia Zespołu Charytatywnego - Imbramowice 2019

Dzień Skupienia Zespołu Charytatywnego – Imbramowice 2019

W upalny czerwcowy dzień 8.06.19 wyjechaliśmy grupą 12 osób z sympatyczną panią za kierownicą busa, do klasztoru Norbertanek w Imbramowicach. Podziwialiśmy bujną zieleń zbóż i upraw rolniczych, jak okiem sięgnąć, czego w okolicach Krakowa doświadczyć nie można. Widoki były niezapomniane. Raz nawet w okolicach Skały udało się nam zobaczyć stado kilkunastu krów. Widok obecnie coraz rzadszy.

Klasztor ufundował w 1223 r. biskup Iwo Odrowąż a zatwierdził bullą papież Grzegorz IX w 1229 r. Budynki z tamtych czasów się nie zachowały, bo w 1260 r. klasztor został zniszczony przez najazd Mongołów. Odbudowa i przebudowa kościoła p.w. św. Piotra i Pawła , oraz klasztoru, do współcześnie zachowanej postaci miała miejsce po pożarze w 1710 i trwała do 1721 r. Inicjatorami tej inwestycji była przełożona klasztoru Zofia Grotówna, oraz bp. Kazimierz Łubieński. Budową kierował znany architekt Kacper Bażanka, rzeźby wykonał Antoni Frąckiewicz a freski Wilhelm Włoch. Po śmierci malarza niedokończone freski i obrazy ukończyła jego córka.

W latach 1819 -1820 na rozkaz rządu carskiego władze rosyjskie skonfiskowały bibliotekę i dokumenty klasztorne, oraz dobra ziemskie zgromadzenia. W 1837 r. pożar zniszczył wieżę kościelną, oraz dachy klasztoru i świątyni, ale wyposażenie wnętrza nie uległo uszkodzeniu.

Jednonawową świątynię zbudowano w stylu późnego baroku. Ma ona 7 drewnianych ołtarzy barokowych, w tym 6 bocznych. W ołtarzu głównym znajduje się obraz Pana Jezusa Cierpiącego, będącego przedmiotem kultu wiernych, pochodzący z XVII w. dzieło nieznanego artysty. W jednym z bocznych ołtarzy jest piękny obraz Matki Bożej z Dzieciątkiem z XVII w. prawdopodobnie przywieziony z Włoch. W kościele nie zaprojektowano ambony, jej funkcję spełniała jedna z 4 małych otwartych lóż w prezbiterium. Duża niedostępna dla wiernych, a jedynie dla sióstr, empora klauzurowa ma bogato malowane stalle. W czasie II wojny światowej Niemcy zabrali gotycki dzwon, który dopiero w 1952 r. został zastąpiony, tak by w dzwonnicy ponownie 2 dzwony przyzywały wiernych na modlitwę.

W zbiorach klasztoru jest obraz na blasze Madonna w girlandzie z początku XVII w., który namalował Jan Brueghel Starszy.

W tak przepięknej świątyni Eucharystię sprawował opiekun naszego Zespołu Charytatywnego ksiądz Leszek Kruczek. Skierował do nas mądre i ciepłe słowa, które drukujemy tu w całości, aby każdy czytelnik Dębnickiego Dzwonu mógł przez ten tekst połączyć się duchowo z nami.

W wirze codziennych obowiązków, w zagonieniu, w ciągłym usprawiedliwianiu się, że na wszystko brak nam czasu, bardzo łatwo zapomnieć o swoim chrześcijańskim powołaniu do świętości. Dlatego dziś Pan Bóg daje nam okazję, abyśmy się oderwali od codzienności i wśród piękna przyrody, znaleźli czas na refleksję. Zachęca nas, abyśmy spoglądając na stan naszej duszy, zastanowili się dokąd zmierzamy, czy wybrana droga prowadzi do właściwego celu. Jest to zadanie szczególne dla was wszystkich skupionych w Zespole Charytatywnym, aby w pomocy najbardziej potrzebującym nie zapomnieć o sobie. I nie jest to zachęta do egoizmu, ale ostrzeżenie, żeby się nie zatracić i nie wypalić. Stąd co jakiś czas warto zrewidować, czy w tym wszystkim co robimy jest Bóg, czy czynimy Jego wolę czy bardziej swoją?

W Ewangelii św. Łukasza Jezus mówi: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie zdołają” | Łk 13, 23–24

Chrystus zachęca do wysiłku: Usiłujcie, a jak niektórzy tłumacze chcą, walczcie, by wejść ciasną bramą. Na czym polega wąskość tej bramy? Oczywiście na tym, że jest nią Chrystus. Poza Nim nie ma zbawienia. Zatem jak żyć „przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie”?

Pewien młodzieniec w Ewangelii, gdy przyszedł zapytać Jezusa o życie wieczne, kierował się bardzo trafną intuicją: „Co mam zrobić, by zdobyć życie wieczne?”. O właśnie – co mam zrobić? On nie pytał: jak często mam się modlić, jakich wzniosłych konferencji słuchać. On wiedział, że aby osiągnąć życie wieczne, trzeba coś zrobić. Chrześcijaństwo jest duchowością czynu. Gdy wykonujemy zupełnie proste czynności, dokonuje się w nas przemiana wewnętrzna i stajemy się Chrystusowi. W początkach Kościoła ludzie przyłączali się do chrześcijan nie ze względu na piękny kult, wspaniałe nauczanie apostołów czy żywą pamięć o Jezusie, ale widząc, jak oni się kochają. Ta miłość była widoczna, tam musiało się dziać – czyn za czynem i działanie za działaniem. I to robiło wrażenie. Ci pierwsi chrześcijanie szli wąską bramą, jaką jest Chrystus.

– To znaczy, że można sobie podarować modlitwę, a skupić się tylko na działaniu? Otóż, aby zrobić coś dobrego, potrzebujemy gotowości, a tę zyskujemy na modlitwie. Dzięki pokornej, ukrytej modlitwie, dzięki kilku minutom medytacji i trwania z Bogiem w jedności, budzi się w nas gotowość do bardzo prostych czynów miłości. Powierzamy się Bogu i prosimy Go, abyśmy mogli stać się dla innych użyteczni, abyśmy z łatwością odczytywali potrzeby innych ludzi, abyśmy odczytali jaka jest wola Boża względem nas i by Bóg udzielił nam siły, byśmy mogli ją wypełnić. W ten sposób odnajdujemy też harmonię – komunię z innymi ludźmi, światem i Bogiem. Możemy bez wysiłku ustąpić komuś miejsca w autobusie, przepuścić kogoś w kolejce do kasy, podwieźć na stopa, być uprzejmym dla pani dzwoniącej z kolejną, irytującą propozycją nowego abonamentu… To są proste, zwyczajne sprawy, ale zajmując się nimi, przygotowujemy nasze serca na poważniejsze zadania: „Sługo wierny i dobry w małych sprawach byłeś wierny, nad wielkimi cię postawię”.

I choć brama jest wąska, duchowość chrześcijańska jest bardzo prosta i jest duchowością czynu.

Pan Jezus do siostry Faustyny powiedział:
Żądam… uczynków miłosierdzia, które mają wypływać z miłości ku Mnie. Miłosierdzie masz okazywać zawsze i wszędzie, i nie możesz się od tego usunąć, ani wymówić, ani uniewinnić. Podaję ci trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźnim: pierwszy – czyn; drugi – słowo; trzeci – modlitwa. W tych trzech stopniach zawiera się pełnia miłosierdzia i jest niezbitym dowodem miłości ku Mnie. W ten sposób dusza oddaje cześć Miłosierdziu Mojemu” (Dz 742).

Zwróćmy uwagę na kolejność tych sposobów czynienia miłosierdzia. Pierwszy jest czyn.

Jednak jak działać, żeby w tym wszystkim nie zapomnieć o modlitwie, dzięki której zyskujemy gotowość do działania? Wszak Jezus we wspomnianej Ewangelii stwierdza, że w modlitwie nigdy nie powinniśmy ustawać.

Polecenie to często było rozumiane jako zachęta do recytowania w duchu pewnych formuł modlitewnych, czy też fragmentów Pisma świętego. Jak to jednak możliwe dla chrześcijanina, który operuje pacjenta i cały jest pochłonięty wykonywanym zabiegiem? Lub studenta, który pisze pracę magisterską, wykonuje ćwiczenia chemiczne lub uczy się języka obcego? Dla sprzedawczyni w centrum handlowym, która od kilku godzin siedzi przy kasie i obsługuje klientów? Czy wypowiadając po cichu jakieś zdania, osoby te nie popadły by w niebezpieczeństwo nieuwagi grożącej złym wykonaniem swych obowiązków? Oraz wielomówstwa na modlitwie?
Jezus tak nie czynił. Nie nakazywał wytężać muskuły by dzielić sie na dwoje. Polecenie modlitwy w każdym czasie staje się zrozumiałe, jeśli właściwie pojmujemy czym jest modlitwa, a więc tak, jak rozumieli ją święci:

Dla mnie modlitwa – piesze św. Teresa od Dzieciątka Jezus – to poryw serca, to proste spojrzenie ku niebu, to okrzyk wdzięczności i miłości, tak w doświadczeniu jak i w radości, słowem: to coś wielkiego, nadprzyrodzonego, co powiększa moją duszę i jednoczy z Bogiem.

Św. Teresa nie mówi tu o rozmowie z Bogiem.

Modlitwa to poryw serca – akt miłości, A kochać umiłowaną osobę można zawsze, bardziej gestem niż słowem.

Modlitwa to proste spojrzenie ku Niebu. Ono zaś jest obecne w drugim człowieku, pięknie świata, na dnie duszy i wszędzie tam, gdzie przebywa Bóg.

Modlitwa to okrzyk wdzięczności – taki akt strzelisty, użyty jak przecinek w trakcie wykonywanej pracy, niezależnie czy jestem w dobrym, czy w złym nastroju, zmęczony czy wypoczęty.

Modlitwa to coś wielkiego, nadprzyrodzonego. Ona przenosi cię do innego świata. Sprawia, że daną czynność wykonujesz lepiej, z jeszcze większym zaangażowaniem. Chirurg operuje pacjenta ze wzmożoną uwagą i precyzją, student wykonuje ćwiczenia szybciej i dokładniej, sprzedawczyni przestaje traktować swoją pracę jako zło konieczne i zamienia ją w wielogodzinne okazywanie miłości bliźniemu.

Bóg prowadzi z nami nieustanny dialog. Ciągle coś „mówi” poprzez wydarzenia, harmonogram dnia, innych ludzi. Naszym zadaniem jest być uważnym w każdej chwili, by odpowiedzieć trafnym działaniem. To właśnie jest modlitwa w czynie.

Każdy z nas ma inne, niepowtarzalne curriculum vite. Każdy w jakimś stopniu jest pustelnikiem – musi myśleć, podejmować decyzje, wymagać od siebie więcej i więcej, mobilizować się wciąż na nowo – słowem: wykuwać ze swego życia arcydzieło, a nie małpować innych. Nie chodzi bowiem o zewnętrzne naśladowanie życia Jezusa czy świętych, lecz o podpatrywanie, zastanawianie się nad jednym: jak – na ich wzór zamienić swoje życie w jeden wielki akt miłości? Jak oddać samego siebie innym?

Powstaje jednak zasadnicze pytanie: dlaczego mamy to czynić? Dlaczego mamy żyć w postawie daru, na każdym kroku zapominając o sobie? Wszak wiele współczesnych nurtów mówi o samorealizacji, asertywności, trosce o własne interesy. Odpowiedź znajdujemy już na pierwszej stronie Biblii: zostaliśmy stworzeni na obraz Boga. On zaś jest miłością – to znaczy nieustannym dawaniem siebie. Żyje dla drugiego, myśli o drugim, pragnie jego szczęścia.

Niech to wszystko będzie moim i waszym udziałem, czego sobie i Wam gorąco życzę.

Po mszy św. w refektarzu klasztoru mieliśmy przygotowany przez siostry poczęstunek
z kawą, herbatą i pysznym ciastem, przy którym mogliśmy omówić bieżące sprawy Zespołu.

Napełnieni duchowo i małym co nieco wyjechaliśmy na spotkanie z przewodnikiem do Zamku w Pieskowej Skale. Przy słonecznej pogodzie dobrze było widać z okna zamku Maczugę Herkulesa a z tarasu ogrody pałacowe w stylu francuskim. Przed wejściem do zamku oglądaliśmy pokazy tańców dworskich, a niektórzy zostali nawet zaproszeni do wspólnego tańca. W zbiorach pałacowych podziwialiśmy dawne rzeźby, obrazy np. Trojka Chełmońskiego, szafy gdańskie, czy inne meble. Na zakończenie skorzystaliśmy z zaproszenia restauracji Herbowej na zamku, by się posilić obiadem. A było w czym wybierać i dania były bardzo smaczne, tak że i król by nie pogardził.

Droga powrotna prowadziła Doliną Prądnika, przez wspaniały Ojcowski Park Narodowy.

Dziękujemy Ci księże Leszku, że jesteś z nami i 16 raz mogliśmy wspólnie spędzić czas na modlitwie i podziwianiu polskiego krajobrazu, wraz z jego bogatą kulturą duchową i zabytkami.

Tekst: Elżbieta Porębska
Zdjęcia: M. Matoga, E. Porębska

Bibliografia
Wikipedia: Klasztor Norbertanek w Imbramowicach
x M. Kornecki 1993 Sztuka sakralna. Natura i kultura w krajobrazie Jury. Wydawnictwo Zarządu Zespołu Jurajskich Parków Krajobrazowych.
x ks. J. Zdanowski. Kościół i klasztor ss. Norbertanek w Imbramowicach. Wydane przez ss. Norbertanki. Kraków 1958.

Galeria zdjęć